Categories Sejm i Senat

Upaństwowione karetki i prywatne pogotowie. Kto dziś ratuje Polaków?

Słysząc syrenę, zjeżdżamy na bok i rzadko zastanawiamy się, do kogo należy karetka jadąca na sygnale. Czy to ma znaczenie, skoro liczy się tylko to, by zdążyła? Dla polityków ma. Pytanie, kto może prowadzić zespoły ratownictwa medycznego, wywołało kilka lat temu gorący spór w Sejmie. Rozstrzygnęła go ustawa, a prywatne firmy medyczne znalazły sobie inną rolę.

Słysząc syrenę, zjeżdżamy na bok i rzadko zastanawiamy się, do kogo należy karetka jadąca na sygnale. Czy to ma znaczenie, skoro liczy się tylko to, by zdążyła? Dla polityków ma. Pytanie, kto może prowadzić zespoły ratownictwa medycznego, wywołało kilka lat temu gorący spór w Sejmie. Rozstrzygnęła go ustawa, a prywatne firmy medyczne znalazły sobie inną rolę.

Od „budy ratunkowej” do państwowego systemu

Polskie pogotowie zaczęło się od inicjatywy obywateli – państwa polskiego zresztą wtedy nie było. 6 czerwca 1891 roku na ulice Krakowa wyjechała konna karetka Krakowskiego Ochotniczego Towarzystwa Ratunkowego, wzorowanego na pogotowiu wiedeńskim. Nieodpłatnie dyżurowali w nim głównie studenci medycyny UJ, a do dyspozycji mieli ambulans zaprzężony w dwa konie i pięcioro noszy. Krakowianie nazwali go „budą ratunkową”.

W Warszawie było podobnie. Towarzystwo Doraźnej Pomocy Lekarskiej, współtworzone przez dr. Józefa Zawadzkiego, powstało w lutym 1897 roku, a w lipcu na ulice wyjechała jego pierwsza konna karetka. Pieniądze pochodziły m.in. ze składek, datków i zabaw dobroczynnych. Pierwszą, „Jarmark jesienny”, urządzili cykliści na torze Dynasy. Zysk – 2825 rubli – wystarczył na nowy ambulans, który nazwano „Cyklista” i który służył do 1910 roku.

Zobacz też:  Kiedy sejm podejmie decyzje w sprawie emerytur stażowych?

Dziś Krakowskie Pogotowie Ratunkowe jest samodzielnym publicznym zakładem opieki zdrowotnej. Konstytucja w art. 68 gwarantuje każdemu prawo do ochrony zdrowia, ale warunki i zakres świadczeń pozostawia ustawom. To więc ustawodawca decyduje, kto może prowadzić karetki – i w 2018 roku zrobił z tego prawa użytek.

Mała nowelizacja, duża zmiana

Tak zwana mała nowelizacja ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym przesądziła, że umowy na prowadzenie zespołów ratownictwa medycznego dostają co do zasady tylko samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej, jednostki budżetowe i spółki z większościowym udziałem Skarbu Państwa lub samorządu. Kontrakty firm prywatnych obowiązywały najdłużej do 31 marca 2019 roku, a dyspozytornie trafiły do urzędów wojewódzkich.

Za ustawą głosowało 258 posłów, przeciw było 154, a 12 wstrzymało się od głosu. Projekt poparły kluby PiS i Kukiz’15. Ministerstwo Zdrowia przekonywało, że państwo musi trzymać rękę na pulsie i mieć większy wpływ na bezpieczeństwo zdrowotne obywateli. Zmian domagali się też ratownicy medyczni, którzy rok wcześniej protestowali, żądając podwyżek i reform systemowych.

Krytycy widzieli to inaczej. Konfederacja Lewiatan ostrzegała, że reforma wyeliminuje z rynku 20 prywatnych firm i narusza Konstytucję, a część posłów wytykała brak pieniędzy na zakup karetek przez podmioty publiczne. Według ówczesnego wiceministra zdrowia Marka Tombarkiewicza zmiana dotyczyła 135 z 1543 zespołów, czyli mniej więcej co jedenastej karetki.

Kto dziś jeździ na sygnale

Osiem lat później państwowy system jest większy niż w chwili reformy. Według Ministerstwa Zdrowia w 2026 roku działa 1760 zespołów ratownictwa medycznego, a budżet ratownictwa przekroczył 5 mld zł. Nowelizacja z 2025 roku podzieliła zespoły na dwu- i trzyosobowe. Państwowe karetki są dziś kręgosłupem bezpieczeństwa zdrowotnego kraju.

W 2024 roku zespoły wyjeżdżały i wylatywały do pacjentów ponad 3,1 mln razy. Statystyka burzy przy tym filmowy obraz ratownika pędzącego do wypadku – aż 76,7 proc. akcji prowadziło do domu pacjenta. Skoro państwo ma tak rozbudowany system, po co komu prywatne zespoły?

Zobacz też:  Kim są posłowie, którzy dostali się do sejmu w 2023 roku?

Gdzie zaczyna się rola prywatnych firm

Reforma zamknęła firmom drogę do państwowego systemu, ale nie zlikwidowała rynku usług medycznych. Dzisiejsze prywatne pogotowie ratunkowe to usługa komercyjna, która uzupełnia system publiczny. Zespół z lekarzem, pielęgniarką lub ratownikiem przyjeżdża, gdy pacjent potrzebuje pilnej pomocy, ale jego życiu nie grozi bezpośrednie niebezpieczeństwo. Na miejscu może wykonać EKG, podać leki i w razie potrzeby przewieźć chorego do szpitala.

Dyspozytor dobiera skład zespołu do objawów i podaje cenę przed wyjazdem, a ekipa przyjeżdża o każdej porze. Druga część rynku to usługi planowe: transport sanitarny po wypisie ze szpitala, przewozy na dializy czy zabezpieczenie medyczne imprez. Przy imprezach masowych pomoc medyczną organizator musi zapewnić z mocy ustawy.

Benjamin Franklin przekonywał, że „uncja zapobiegania jest warta funta leczenia”. Pisał to w 1735 roku na łamach swojej gazety „The Pennsylvania Gazette” o ochronie miast przed pożarami, ale zasada pasuje tu jak ulał. Zespół zamówiony z wyprzedzeniem jest na miejscu, zanim cokolwiek się wydarzy.

Kryterium Państwowe ratownictwo (112 i 999) Prywatne pogotowie
Kto prowadzi zespoły co do zasady podmioty publiczne prywatne firmy medyczne
Kiedy wzywać bezpośrednie zagrożenie życia pilna pomoc bez zagrożenia życia
Kto wysyła zespół dyspozytor medyczny urzędu wojewódzkiego dyspozytor firmy
Koszt dla pacjenta bezpłatnie płatne, w Warszawie od kilkuset zł
Usługi planowe nie transport, wizyty domowe, imprezy

112 czy prywatny zespół – jak wybrać

Kiedy w takim razie dzwonić do prywatnej firmy, a kiedy pod numer alarmowy? Najprościej ocenić, czy objawy wskazują na bezpośrednie zagrożenie życia. Jeśli nie, a pomoc jest potrzebna szybko, prywatny zespół sprawdzi się m.in. w takich sytuacjach:

  • wyraźne pogorszenie samopoczucia seniora lub osoby przewlekle chorej,
  • silny ból, którego nie łagodzą leki dostępne w domu,
  • uraz lub podejrzenie złamania, wymagające unieruchomienia i przewozu.
Zobacz też:  Jak obecnie wygląda kadencja sejmu w Polsce?

Jedna zasada nie podlega jednak dyskusji. Przy zatrzymaniu krążenia, utracie przytomności, podejrzeniu zawału lub udaru trzeba dzwonić pod 112 albo 999 – to bezpłatne numery państwowego ratownictwa. Rzetelne firmy prywatne same o tym przypominają, a w razie wątpliwości lepiej najpierw wybrać numer alarmowy.

Państwo i rynek – podział ról

Odpowiedź na pytanie z tytułu jest więc dwojaka. W stanach zagrożenia życia Polaków ratują zespoły państwowego systemu, które po reformie z 2018 roku prowadzą podmioty publiczne. Prywatne firmy nie rywalizują z nimi o zgłoszenia z numerów alarmowych, tylko działają obok. System publiczny przypomina autostradę dla najpilniejszych przypadków, a prywatne zespoły – lokalne drogi, którymi dociera się tam, dokąd autostrada nie prowadzi.

Czy ten podział ról przetrwa kolejne kadencje Sejmu? Historia od krakowskiej „budy ratunkowej” po ustawę z 2018 roku pokazuje, że granica między społeczną inicjatywą, rynkiem i państwem przesuwała się już kilka razy. Pacjent w potrzebie i tak nie pyta, kto wystawi rachunek – liczy się to, by pomoc dotarła na czas.

Artykuł sponsorowany

Autor bloga zmieleni.pl to obserwator współczesnej sceny politycznej, pasjonat debaty publicznej i analityk życia społecznego. Na co dzień śledzi działania partii politycznych – zarówno z prawej, jak i lewej strony sceny – oraz komentuje decyzje wpływające na kształt demokracji w Polsce i na świecie.

Na łamach bloga podejmuje tematy dotyczące wyborów, roli obywateli w społeczeństwie demokratycznym, a także znaczenia organizacji międzynarodowych, takich jak ONZ czy NATO, w budowaniu globalnego bezpieczeństwa i porządku.

Jego celem jest promowanie świadomego uczestnictwa w życiu publicznym, krytycznego myślenia i otwartości na różnorodne punkty widzenia – bo tylko dialog prowadzi do realnej zmiany.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *